Smaller Default Larger

Samotna wyprawa do Białowieży

DZIEŃ 1 inaczej zwany straconym.
Plan podróży przewidywał wyjazd z Chełma o godz.7.00, jednak z powodu tajemniczej wysypki na rękach postanowiłem przed wyjazdem odwiedzić swojego lekarza rodzinnego. Natychmiast zostałem skierowany do szpitalnej izby przyjęć chorób zakaźnych, a następnie do szpitala. Jednakże po zrobieniu serii badań przypuszczenia mojego lekarza nie potwierdziły się i po konsultacji dermatologicznej mogłem odetchnąć z ulgą.

Podjąłem decyzję, że pomimo drobnych problemów zdrowotnych, dokonam tego co od dawna kłębiło się w mojej głowie.
Swoją samotną podróż zacząłem więc z niewielkim opóźnieniem, z miejscowości, w której miałem zamiar spędzić pierwszą noc.
Zatrzymałem się w gospodarstwie agroturystycznym Alicji i Marka Kwietniewskich w małej miejscowości Hanna. Warunki w owym gospodarstwie na pierwszy rzut oka bardzo spartańskie- tradycyjne na tą część Podlasia ale gwarantujące pełny luz i wypoczynek.
Gospodarstwo położone jest prawie w centrum Hanny. Niedaleko jest las, sklep, kościół pod wezwaniem św. Piotra i Pawła- jest to dawna unicka cerkiew, która została wybudowana w latach 1739-1742. Uznana jest za zabytek najwyższej klasy.
Warto również zobaczyć drewnianą dzwonnicę, która stoi nieopodal kościoła. Bardzo ciekawym obiektem jest kaplica z roku 1880, która znajduje się na tutejszym cmentarzu. Do Hanny najlepiej przyjechać 29 czerwca kiedy odbywa się odpust.
Jeśli chodzi o chęć wypoczynku i odcięcie się od gwary miasta to bardzo polecam to miejsce.
Agroturystyczne gospodarstwo Kwietniewskich
adres: Hanna 151 tel.0833791111
www.kwietniewscy.republika.pl
Wieczorem dojeżdżają do mnie dwie osoby z Puław (też rowerzyści). Trasę rowerową rozpoczęli już w czwartek, a w niedziele gościli w Chełmie. Ich bardzo trafną uwagą było spostrzeżenie, że dojazd do Sobiboru jest słabo oznakowany a muzeum zbyt krótko czynne.
Jutro będzie więcej atrakcyjnych opisów. Zapraszam do czytania.

Dzień drugi – szczęście w oczach - rozpacz w obiektywie

Po spokojnie przespanej nocy, już o 7.00 byłem gotowy do wyjazdu. Jednak ciągle mżący deszcz, powstrzymywał mnie przed wyruszeniem w trasę. Jakby igrał ze mną, bo gdy na chwilę przestał padać a zza chmur wychodziło słońce, a ja w pełnej gotowości do drogi, to znów zaczynał padać więc wracałem do swojej kwatery. W końcu o 8.30 postanowiłem wyruszyć mając nadzieję, że w końcu się wypogodzi. I tak się stało. Zza chmur wyszło słońce a lekki wiaterek delikatnie smagał moją twarz. Jednak w okolicy pomiędzy Hanną a Kuzawką dopadła mnie ulewa, na szczęście na krótko. Ale dość o pogodzie.
W miejscowości Jabłeczna, do której dotarłem, odwiedziłem męski Klasztor p.w św. Onufrego, gdzie zachowały się cenne ikony, w tym ikona patrona świątyni zawierająca w wydrążonym otworze relikwię św. Onufrego.
Pomiędzy godz.11-12 dotarłem do miejscowości Kodeń, wstępując do Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej, gdzie corocznie przybywają pielgrzymki z całego kraju. W Kodeniu, godnym zwiedzenia jest również siedziba misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, gdzie na tyłach kościoła misjonarze prowadzą sprzedaż ziół.
Jadą dalej, za Terespolem zjechałem trochę z głównej drogi aby dotrzeć do wsi Krzyczew, gdzie znajduje się drewniany kościółek pw św. Jerzego z 1638 roku. Stanowił on dawną cerkiew unicką, którą ufundował Józef Horonowski - właściciel dóbr potulińskich.
Kolejne miejsce, które dziś odwiedziłem w drodze do Janowa Podlaskiego to Sanktuarium Męczenników Podlaskich w Pratulinie, gdzie na uwagę zasługuje droga krzyżowa, która biegnie przez niemal całą miejscowość.
Około godz. 17 dojechałem do Stadniny Koni w Janowie Podlaskim, która jest najstarszą państwową stadniną koni w Polsce. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tego „ raju dla koni”, który zachwyca swą doniosłością i urokiem koni czystej krwi arabskiej.

W końcu zmęczony ale jakże szczęśliwy dotarłem do hotelu, gdzie spędzę kolejną noc.

Pomimo kaprysów aury i pokonania 95 km jestem bardzo zadowolony, a w myślach powracają urocze poleskie krajobrazy oraz zabytki, które choć uchwycone obiektywem nie oddadzą swojego piękna.
Wszystkim przyszłym rowerzystom polecam tą trasę ze względu na jej walory zarówno przyrodnicze jak i zabytkowe.

APJ


DZIEŃ 3

Obudziłem się o 5.30. Wyjrzałem przez okno. Pogoda nie nastrajała pozytywnie więc zamknąłem oczy na chwilę i …... obudziłem się po 7.00. Przez okno wdzierało się słońce a pogoda zapowiadała się bardzo obiecująco. Nie czekając ani chwili dłużej natychmiast zacząłem przygotowania do wyprawy. Opuściłem swoje lokum i podążyłem w kierunku stadniny by jeszcze raz popatrzeć na konie. Dzisiaj miałem możliwość obserwować je na wybiegu. Muszę przyznać, że po raz kolejny jestem pod wrażeniem ich piękna i swobody ruchu jaki prezentują.
Następnie udałem się w kierunku rynku janowskiego, gdzie siedząc sobie pod gołym niebem i obserwując ludzi spieszących się do pracy zjadłem śniadanie. Kolejny etap mojej podróży to miejscowość Gnojno, gdzie chciałem promem przeprawić się przez Bug. Nie miałem pewności czy uda mi się to zrealizować, ponieważ na niektórych stronach internetowych podano informację, że nie ma możliwości skorzystania z promu ponieważ zatonął. Jadąc w tym kierunku wstąpiłem do przydrożnej knajpki na poranną kawę, za którą zapłaciłem- (bagatelka) 10 zł. Tam spotkałem bardzo sympatyczne małżeństwo z Zakopanego, z którymi siedząc przy kawie wymienialiśmy swoje spostrzeżenia nie mogąc nachwalić się piękna podlaskiego krajobrazu i otaczającej przyrody.

Po tym krótkim odpoczynku udałem się w poszukiwaniu promu. Na miejscu okazało się, że właśnie w tej chwili prom jest naprawiany więc musiałem godzinę czekać. Pogoda mnie nie rozpieszczała, wiał dość silny, zimny wiatr. Po godzinie promiarz zmienił zdanie i zaproponował mi zamiast promu łódkę. Zapakowałem więc rower na łódkę i w ten sposób przedostałem się na drugi brzeg Bugu. Muszę przyznać, że ta wyprawa przez rzekę podniosła mi trochę cisnienie, bo łódką kołysało we wszystkie strony. Ważną informacją dla turystów może być to, że numer telefonu do obsługi promu znajduje sie na tablicy na drzewie, należy więc zadzwonić i umówic się na konkretną godzinę. Przeprawa promem kosztuje 5 zł.
Kiedy przybiłem do brzegu wyruszyłem w stronę Mielnika aby na chwilę zajrzeć do tutejszego Urzędu Gminy. Sympatyczna urzędniczka pokazała mi materiały promujące tą miejscowość. Z ciekawszych miejsc, które tam widziałem a których nie sposób ominąć to odkrywkowa kopalnia kredy, góra zamkowa gdzie usytuowany jest kościół z XV wieku.
Zjadłem obiad w restauracji Admirał i ruszyłem w kierunku Grabarki aby udać się na Świętą Górę, gdzie jak głosi legenda w 1710 r. tysiące ludzi schroniło się tam przed panującą we wsi zarazą. Mieści się tam najbardziej znane sanktuarium prawosławne w Polsce.




Z Grabarki pojechałem do Mielczyc, gdzie chciałem znaleźć nocleg, jednak pomimo wielu gospodarstw agroturystycznych nigdzie nie było juz wolnych miejsc. Udałem się więc w kierunku miejscowości Kleszczele z nadzieją, że tam uda mi się znaleźć schronienie na noc. Zakwaterowałem się w gospodarstwie u państwa Romanowiczów, przy ul. Plac Parkowy 11. Warunki tam mogę określić jako przyzwoite. Teraz odpoczywam. Siedzę sobie na ławeczce, oglądam zdjęcia jakie dziś zrobiłem i choć czuję w nogach dzisiejsze 80 km, to na chwilę zrobiło mi się smutno że to juz przedostatni dzień mojej samotnej wyprawy. Jutro będę w Białowieży, co mnie tam czeka? Zobaczymy.


Dzień czwarty pożegnanie
Piękny poranek w Kleszczelach, aż chciało się wstawać i jechać dalej. Ponieważ wieczorem nie zdążyłem nic już zwiedzić , musiałem swoje zaległości nadrobić rano, rozpocząłem od zwiedzenia XVIII wiecznej cerkwi stojącej prawie w samym centrum miasteczka, niestety nie do końca mogłem podziwiać jej okazałość gdyż właśnie trwał remont jej elewacji. Nieopodal cerkwi stoi pomnik/popiersie ku czci Zygmunta Starego ufundowany przez mieszkańców z wdzięczności za nadanie Kleszczelom praw miejskich. Wszystko to uwieczniłem na paru fotach i pojechałem dalej w kierunku Dubiczy Cerkiewnej (około 11 km), w której zwiedziłem zabytkową cerkiew oraz Izbę Regionalną. Izba częściowo jest poświęcona historii Ochotniczej Straży Pożarnej a pozostała część historii regionu. Tu właśnie spotkałem grupę młodzieży odbywającej warsztaty z tkactwa pod czujnym okiem opiekuna oraz dwóch pań będących zapewne seniorkami w tej dziedzinie, których czujne oko wychwyci każdy najmniejszy błąd popełniony przez młodych pasjonatów. Izba Regionalna jest czynna w dni powszednie od godziny 10 do 14, w wyjątkowych wypadkach można telefonicznie umówić się na inną godzinę. Około godziny 12 wjeżdżam do Hajnówki, która jest młodym miastem a swój rozwój w głównej mierze zawdzięcza rabunkowemu wycinaniu Puszczy Białowieskiej przez angielską firmę zatrudniającą za bardzo dobre stawki okoliczną ludność. Proceder ten został przerwany dopiero w XXI wieku przez zerwanie umowy z tą firmą przez rząd polski. W Hajnówce brakowało mi dobrego oznaczenia turystycznego tak że łatwo się zgubić. Proponuję więc zakupić dobrą mapę i przewodnik.
Przed urzędem miejskim w tzw. małym parku stoi imponująca rzeźba żubra, robi wrażenie i ładnie wychodzą zdjęcia na jej tle. To jest pierwsza z rzeźb widzianych przeze mnie w Puszczy Białowieskiej. Wartym zobaczenia jest również muzeum, które znajduje się jakieś 150 m od urzędu i poświęcić chwilę na zwiedzenie stałej ekspozycji poświęconej kulturze białoruskiej. W tym samym budynku jest restauracja, gdzie godnym polecenia jest regionalna potrawa zwana Kartaczem (przypomina pyzy takie robione przez nasze babcie, podłużne nadziewane mięsem i polane tłuszczem ze złocistymi skwarkami) – naprawdę smaczne. Jak wspomniałem wcześniej łatwo się tu zgubić i ja nie odnalazłem dwupoziomowej cerkwi Sobór Świętej Trójcy (widziałem jedynie zdjęcia). Wyjeżdżając z Hajnówki po prawej stronie mamy cmentarz wojenny żołnierzy radzieckich a po lewej kierunkowskaz do muzeum kolejki wąskotorowej (zjeżdżamy z głównej drogi ok 1 km ale warto). Pod drodze do Białowieży mamy jeszcze jeden pomnik żubra upamiętniający polowanie Cara Aleksandra II w 1860 roku. Przed samą Białowieżą znajduję rezerwat żubrów gdzie na własne oczy można zobaczyć i podziwiać to wspaniałe zwierzęta „króla Puszczy Białowieskiej” oraz wiele innych ciekawych zwierząt. Przed wejściem do rezerwatu można zakupić wiele naprawdę bardzo ładnych pamiątek często wykonywanych przy nas przez sprzedających. Ostatnim miastem, które mi pozostało do zwiedzenia była właśnie Białowieża. Nikt kto ma zamiar nocować w tej miejscowości nie musi się martwić o nocleg (moim zdaniem), gdyż od pojedynczych pokoi, poprzez całe domy, aż do luksusowego hotelu widnieją informacje o pokojach do wynajęcia. W centrum znajduje się przepiękny park, dobrze oznakowany z wieloma atrakcjami, musimy jedynie pamiętać, że do muzeum ostatnia grupa wchodzi o godzinie 16, ja niestety o ty nie wiedziałem i mogłem zrobić tylko parę zdjęć z zewnątrz. Warto się przejechać na obrzeża miasteczka do tamtejszego skansenu.

GALERIA

Komentarze   

 
0 #1 Junior 2017-06-21 14:12
Ⅼаrǥе cօmmeгϲіɑⅼ аіr соndіtioners ⲟftᥱn mɑkᥱ ᥙsᥱ ߋf
tɦе ᥱneгgу ᥱffіϲіencү гаtіο
(οr ЕЕᎡ) tο mᥱаѕurе effіϲіencʏ.
Instrսϲtiоns ѕһߋuⅼԀ be incluԀeɗ, ƅᥱ sure tߋ
fⅼusһ сⲟіⅼ ϲlᥱan and аlⅼߋա it tο gο аіr ɗrʏ.
Ҡeeρіng this аsⲣeϲt frⲟm tһe sᥱгνісᥱ іn mind
ᴡіⅼl ǥгeаtlу еɗᥙϲatᥱ ԁᥱсiѕіߋn.

my web sitᥱ :: рainting uae dubai sharjah: http://sstcontracting.com/2015/04/13/how-to-install-plumbing-in-a-new-home/
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Sponsor strony

Nowe domeny w Active 24

Reklama

Patronat medialny